Azzimithogalas alphabetica - Irena Tatiboit i Ambroise Perrin

 

Wystawa „Azzimithogalas Alphabetica”, jako wspólne dzieło malarki Ireny Tatiboit oraz literaturoznawcy Ambroise Perrina jest w pewnym sensie pracą opowiadającą o artystycznej twórczości w ogóle. Jest dziełem pełnym niuansów, szyfrów i intuicyjnych stwierdzeń, które na co dzień wyjaśnia się ciężkim i poważnym językiem naukowym, w przeciwnym razie nie wyjaśnia się ich wcale. Autorzy korzystają z dwóch odrębnych systemów semiotycznych, jakimi są pismo i obraz. Dzięki temu poruszają złożony problem pojęcia znaku, a co za tym idzie innych pojęć, takich jak: komunikacja, idiomatyczność, czy wreszcie intertekstualność.

 

         Pomysł wykorzystania słów, czy liter alfabetu w korespondencji z wizją malarską nie jest w sztuce nowy. Można chociażby przytoczyć próby podejmowane przez kubistów, którzy dążąc do zachowania szans na rekonstrukcję przedstawionego przedmiotu potrzebowali „pewników” (une certitude). Od tamtej pory litera w obrazie gościła na różnych prawach i w różnym znaczeniu. W „Azzimithogalas Alphabetica” wydaje się być narracją o znaku, rozumianym jako materiał do wykorzystania przez artystę (np. wszystkie litery alfabetu dla pisarza, z których można konstruować i rekonstruować świat, bądź wszystkie możliwe formy, jakie może wykorzystać malarz).

 

Fascynujące jest to, w jaki sposób znak istnieje na tej wystawie. Literackie kalambury Ambroise Perrina tworzą grę znaczeń, która rozgrywa się między użytymi słowami. Niejako osobna gra zachodzi między przedstawieniami wizualnymi. Gdyby odnieść tę zaobserwowaną zależność do teorii znaku, można by uznać, że „Azzimithogalas...” zawiera przynajmniej część z gramatologicznych rozważań Derridy na temat powstawania znaczenia. W opinii francuskiego filozofa powstaje ono na skutek podobieństwa zachodzącego między samymi znakami, nie zaś w wyniku przyporządkowania znaku do pierwotnie istniejącego, zewnętrznego modelu, jak można by sądzić. Reprezentacja ma więc miejsce, nie dzięki temu, że znaczące odpowiada znaczonemu, lecz dlatego, że powtarza inne znaczące. Znak, aby nabrać mocy musi zostać rozpoznany, a dzieje się tak wtedy, gdy już wcześniej został użyty; gdy to czy tamto słowo zostało wcześniej wypowiedziane w innym kontekście, lub gdy powstał już wcześniej podobny obraz (choć oczywiście nieco inny). Powstaje horyzontalna struktura powtórzenia: słowo – słowo, obraz – obraz.

 

Nie bez powodu zapewne w 13 słowach dopisanych do każdego obrazu znajdujemy aliterację, niektóre zestawienia tworzą niby-akrostych. Nie bez powodu wreszcie obrazy Ireny Tatiboit wykorzystują tak podobne formy.  Tekst opowiada o tekście: obrazy o obrazach, słowa o słowach. Nie chodzi tu przecież bezpośrednio o denotację, ale właśnie o konotację. Sposób zapisu i wynikające z niego podobieństwo jednych znaków do drugich jest kwintesencją tej wystawy. Powtarzające się formy znaków pojawiają się w różnych związkach i nabierają kolejnych, coraz to nowych znaczeń. Tekst żyje własnym życiem – jak każde dzieło uniezależnia się od twórcy.

 

         Oczywiście zarówno Irena Tatiboit, jak i Ambroise Perrin zawarli w swoim dziele świadome odwołania do problemu procesu twórczego, odpowiedzialności artysty, czy wręcz pewnych cech charakteru typowych dla twórcy. Nie powinien nam jednak umknąć sposób zapisu tych informacji, który sam w sobie jest kolejną warstwą treści. Mówi o tym, jak sens znaków potrafi się mnożyć, a także o tym, jak zmienia się tożsamość tekstu. Taka świadomość samodzielnego istnienia materii artystycznej i wielości sposobów odbioru jest wyjątkowo cenną cechą. 

 

 

 

 

 

Paweł Jagiełło

 

Tekst wydrukowany w katalogu wystawy „Azzimithogalas Alphabetica”

 

Galeria Ars Nova